Rozmowa o Coachingu Prowokatywnym w Radiowej Czwórce

Wczoraj, 20 lipca 2021, w programie Strefa Prywatna. W nagraniu także opowie o swojej sesji prowokatywnej Olga, moja klientka. Rozmowę prowadzi Jakub Jamrozek.

https://www.polskieradio.pl/10/4023/Artykul/2776194,Strefa-prywatna-20072021-2004

Posted in Aktualności, Artykuły | Tagged , , | Leave a comment

Depresyjny facet o imieniu Tim (Linia Czasu)

Tim był facetem z dużą wiedzą i zasobami, ale zmagał się z depresją, gniewem i autosabotującymi zachowaniami. Chciał założyć własną firmę, ale twierdził, że nie może, ponieważ ma blokadę psychiczną, która go powstrzymuje.

Jorgen: „Skąd wiesz, że nie możesz założyć własnej firmy i odnieść sukcesu?”,
Tim: „Wiem, ponieważ czuję to jako całkowicie realne”.

Sposobem, w jaki Tim wiedział, że nie może, było: „ponieważ” odczuwam to jako prawdziwe, a jeśli odczuwam to jako prawdziwe, to jest to prawdziwe. Złapałem tu coś śmiesznego. Ilekroć mówił o swoich niedociągnięciach z przeszłości, gestykulował tuż przed sobą. Kiedy mówił o rzeczach, które chciał zrobić w przyszłości, znów gestykulował na wprost przed sobą, tylko trochę dalej.

Tak, zgadłeś! Jego „linia czasu” (przydatna konstrukcja, niezależnie od tego, czy rzeczywiście coś takiego mamy) została zorganizowana w taki sposób, że jego przeszłość ze wspomnieniami niepowodzeń była tuż przed nim. Ilekroć wyobrażał sobie przyszłość, filtrował ją przez błędy z przeszłości, co wywoływało nieprzyjemne odczucia. Nie najlepszy przepis na motywowanie się na przyszłość, ale cudowny sposób na depresję. Muszę mu to przyznać, był mistrzem w sztuce depresji.

Poleciłem mu wyobrażać sobie, jak unosi się nad swoją linią czasu, tak by mógł na nią spojrzeć. Potem poleciłem, by wyobraził sobie, że bierze przeszłość i umieszcza ją za sobą, a przyszłość przed sobą. Następnie poinstruowałem go, aby zmniejszył rozmiar wszystkich złych wspomnień i tego, co spieprzył w przeszłości.

Ta prosta interwencja zdziałała cuda i nie jest to zaskoczeniem, ponieważ dałem mu dokładnie to, co jego nieświadomość sygnalizowała, żebym mu pomógł zrobić I nie poprzestaliśmy na tym. Pomogłem Timowi wejść w bardzo głęboki stan hipnotyczny. Kiedy już w nim był, powiedziałem mu, że kiedy otworzy oczy, zobaczy i usłyszy przed sobą Świętego Mikołaja. Tim był głęboko zahipnotyzowany, więc ta pozytywna halucynacja była dla niego całkowicie realna. Potem zasugerowałem, że kiedy następnym razem otworzy oczy, stół między nami zniknie, między nami będzie tylko przestrzeń. Po raz kolejny otworzył oczy i negatywnie halucynował stół, i ODCZUWAŁ to JAKO REALNE.

Tim był przekonany, że zarówno pozytywna, jak i negatywna halucynacja są prawdziwe, ponieważ ODCZUWAŁ to JAKO REALNE. Nawiasem mówiąc, „ODCZUWAM to JAKO REALNE ” to zdanie, które wyraźnie zaznaczył i opierał się na nim kilka razy podczas rozmowy wstępnej. Jeśli coś wydaje się realne, to jest realne. Potrzebował doświadczenia czegoś, co ODCZUWA SIĘ JAKO REALNE, ale nie będącego realnym, nie jako koncepcji intelektualnej, ale jako odczuwanego doświadczenia, odczuwanego doświadczenia, w którym coś, co wydaje się realne, nie musi być „realne”. Po halucynacjach odbyliśmy małą pogawędkę.

Jorgen: Kiedy zobaczyłeś Świętego Mikołaja, to było realne, prawda? to znaczy, ODCZUWAŁEŚ JAKO REALNE, prawda?
Tim: Masz na myśli… TAK, ABSOLUTNIE!
Jorgen: Kiedy negatywnie halucynowałeś stół, czy to nie wydawało się tak samo realne?
Tim: To było niesamowite, tak, nadal wydaje się całkowicie realne. Mógłbym przysiąc, że go tam nie było.
Jorgen: Teraz mam do ciebie pytanie. Miałeś blokadę umysłową, i wiedziałeś, a sposobem, by wiedzieć, że to było realne, było, że odczuwałeś to jako realne. Otóż, jeśli widzisz coś, czego tam nie ma, i CZUJESZ to JAKO CAŁKOWICIE REALNE, i nie możesz zobaczyć czegoś, co rzeczywiście tam jest i również odczuwasz to jako całkowicie realne. Zastanawiam się, jak prawdziwe były te stare ograniczenia?

Tim od razu wszedł w głęboką hipnozę. Powiedziałem mu, żeby dalej badał przyszłość w świetle głębokich zmian, które właśnie wprowadził.

Rok później dostałem list od Tima, w którym dziękował mi za pomoc w zrobieniu cudu. Nie był już w depresji i prowadził własną firmę.


Fragment książki Jørgena Rasmussena „Hipnoza prowokatywna”. Do kupienia na metamorfoza.pl.

Posted in Aktualności, Artykuły | 1 Comment

Dwie, a nawet trzy majowe rocznice

Dwie rocznice. 1 maja – rocznica przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. 3 maja – rocznica uchwalenia Konstytucji, która wyznaczała bardzo nowoczesne standardy, które dla dzisiaj rządzących nie są do przyjęcia.
Obie mi się łączą.
Także z trzecią – rocznicą krwawo stłumionej demonstracji w Chicago.
Wszystkie są wielkim przypomneiniem walki o lepszy świat dla wszystkich.
Dla WSZYSTKICH, a nie tylko dla wybranych „swoich”.KON STY TUC JA
Bo dzielenie na „swoich” i „obcych” prowadzi do nieszczęść, do zbrodni, do świata, który nie jest dobry dla nikogo. To się działo od zarania dziejów. Od epoki kamienia łupanego, a nawet wcześniej. I sam ten fakt jest wystarczającym argumentem, byśmy nie dali się zawrócić do tamtej epoki. Nawet jeśli miałaby być epoką „smartfonu łupanego”.

Takie postawy i działania rozkręcają się powoli w Polsce, a niewiele lat temu na Bałkanach doprowadziły do celowej eksterminacji (według różnych źródeł) od 70 tysięcy do ponad 100 tysięcy Chorwatów, Muzułmanów i Serbów i do ogromnych zniszczeń materialnych i psychicznych. Pamiętajmy o tym, bo niezwykle łatwo jest rozpalić nienawiść, znacznie trudniej i dłużej jest ją zgasić. A nad rozpalaniem nienawiści w Polsce pracują całe rzesze i specjalistów i szeregowych troli. Nienawiść szkodzi każdemu i nienawidzonemu i nienawidzącemu…

Jak ten łańcuch przerwać?

Jedno pytanie

ruiny miastaW 1999 roku Szef Komisji do spraw holistycznych i alternatywnych form opieki zdrowotnej, dr Jim Gordon, powołał zespół międzynarodowy do pracy z osobami po traumach. Wiedział, że przez 20 lat prowadziłam swoją własną praktykę na tym polu, zostałam więc zaproszona przez niego do zespołu dziesięciu profesjonalistów z dziedziny opieki zdrowotnej. Naszym zamiarem było uczenie różnych metod specjalistów pracujących w strefach powojennych oraz dostarczanie lekarzom, pielęgniarkom, psychiatrom i psychologom szkolnym nowych metod pozwalających im lepiej radzić sobie z obecną wokół nich traumą. Jim otrzymał grant z USAID , a także prywatne dotacje, i jesienią 1999 roku wyruszyliśmy na naszą pierwszą wyprawę.

Granicę między Macedonią a Kosowem musieliśmy przekroczyć pieszo. Następnie udaliśmy się do Pristiny, do której właśnie wracali kosowscy uchodźcy. KFOR , pięćdziesięciotysięczne międzynarodowe siły pokojowe, wysłane w reakcji na ludobójstwo, w końcu dotarły spóźnione. Pomoc przyszła tak późno, iż wydawało mi się, że i jako kraj, i jako świat z ludobójstwa w Bośni przed pięciu laty nie nauczyliśmy się niczego. Teraz zebraliśmy 144 uchodźców, którzy byli lekarzami, zapłaciliśmy za ich tygodniowy pobyt szkoleniowy w hotelu w Pristinie.

Nauczyliśmy ich prostego modelu medycznego, na jakim opieraliśmy naszą pracę, i oczywiście pracowaliśmy z ich własnymi, osobistymi traumami; wszyscy byli w szoku.

Serbowie zniszczyli dwie elektrownie w prowincji, a KFOR dał radę naprawić jedynie w połowie jedną z nich, więc energia elektryczna przez większość czasu była wyłączona, a my żyliśmy w okropnym ciemnym hotelu, którego wcześniej jako swojej kwatery głównej używał jeden z głównych zbrodniarzy Miloševića.

medycy i cywile na ulicyMiały tutaj miejsce gwałty i tortury oraz wszystkie możliwe rodzaje okrucieństw, ale było to jedyne miejsce, gdzie mogliśmy się zatrzymać. Pomimo atmosfery rozpaczy, każdego dnia realizowaliśmy 4 godziny wykładów i 2-3 godziny pracy w małych grupach. Prowadziłam grupę dwunastu osób, ich historie były przerażające. Każdego dnia ustawiałam krzesła wokół ołtarza, zaczynając pracę z grupą od błogosławieństwa dla nas wszystkich w intencji wspólnej pracy dla uzdrawiania ludzi. Wyrażałam współczucie dla ich najbliższych, których śmierci byli świadkami, i dla ich jedenastoletniej męki, podczas której nie mieli dostępu do edukacji ani życia, jakie znali wcześniej.

Rozpoczęłam terapią przez sztukę, aby ułatwić im otwarcie się na traumę, jaką zdusili w sobie. Podczas tego procesu zauważyłam, że jeden Albańczyk zachowywał się wyjątkowo. Wydawało się, że dotarł do innego miejsca w sobie samym niż pozostali. Był bardziej spokojny – zarówno ugruntowany, jak i skupiony na naszej grupie. Opowiedział mi niesamowitą historię o tym, jak można zażegnać konflikt, która na zawsze pozostanie ze mną. Dowiedziałam się, że dorastał w Pristinie obok serbskiej rodziny, która miała chłopca w tym samym wieku, co on. Członkowie obu rodzin byli najlepszymi przyjaciółmi, a dwoje dzieci dorastało razem obok siebie, od maleńkości aż po wiek średni. Ich dwie rodziny były jak krewni, ale wiosną 1999 roku rodzina serbska wydała albańską serbskiej policji. Musiał patrzeć, jak bito jego matkę, a ojciec został brutalnie zamordowany w swoim własnym domu.

Chłopak uciekł w góry, gdzie ukrywał się przez cztery miesiące, zanim powrócił do Pristiny. Jednocześnie w ukryciu miał trochę czasu, aby przemyśleć, co się zdarzyło. Powiedział mi, że doszedł do wniosku, że zdrada, jakiej doznała jego rodzina, była częścią życia ludzkiego, kropka.

Głębia jego akceptacji, nie tylko stwierdzenia intelektualnego, ale tego, jak to faktycznie poczuł, pozwoliła mu dotrzeć do miejsca mocy, którego nikt z grupy nie był jeszcze w stanie osiągnąć. Był w stanie „przepływu”, dialogu i negocjacji, widziałam to wyraźnie. Inni ludzie w grupie również to dostrzegali i stanowiło to mocny kontrast z miejscem, w którym sami byli.

Zapytałam go, w jaki sposób udało mu się dojść w tak zdrowe emocjonalnie miejsce mimo tych wszystkich okropnych tragedii, które 0widział wokół.

Odpowiedział mi:
– W kółko zadawałem sobie jedno i tylko jedno pytanie: Jak mogę temu zapobiec, tak by to nie wydarzyło się moim dzieciom?

To właśnie zrobił. Uświadomił sobie, że gdyby żywił ten gniew, gorycz i nienawiść, pomogłoby to tylko powtarzać tę samą traumę, jakiej sam doświadczył. Wiedział, że musi odpuścić i rozpocząć nową drogę. Zadając sobie swoje pytanie, kładł fundament pod budowanie mostów pomiędzy dwiema kulturami etnicznymi. Kiedy odwiedziłam go później, byłam świadkiem jego pracy nad przeobrażaniem konfliktu etnicznego przy użyciu wielu metod leczenia traumy, jakich my go nauczyliśmy. W końcu doprowadził proces uzdrawiania aż do miejsca, że swoje dawne sąsiedztwo zorganizował ponownie tak, aby łączyło zarówno Albańczyków, jak i Serbów.

Christine Hibbard

#slodkiowocgorzkiegodrzewa

Opowieść pochodzi z książki „Słodki owoc gorzkiego drzewa” pod redakcją Marka Andreasa
(www.metamorfoza.pl)

Wszystkie zdjęcia: unsplash.com – dobór mój, celowy.

Posted in Aktualności, Artykuły | Tagged , , , | Leave a comment

Ile stron ma myśl?

Myślami rozumiemy otaczający nas świat. Myślami tworzymy siebie i naszą obecność w świecie. Każda myśl może nas wspierać i może nas ograniczać. By zadbać o to, żeby nasze myśli nas wspierały, warto zapytać siebie o inne strony tej samej myśli.
Jak w tej opowieści nauczyciela, który zmienił czyjeś życie szukając trzeciej strony.

Z trzeciej strony

Spacerując po Westfield w New Jersey, minąłem galerię należącą do ojca jednego z dzieci z przedszkola, w którym pracowałem 13 lat temu. Mike, tata Angeliki, zawsze chwalił mnie za to, jakie dziecięce doświadczenia jego córka wyniosła z przedszkola. Dawno nie rozmawialiśmy. Pomyślałem, że chciałbym wejść do galerii na krótką pogawędkę, nadrobić stracony czas. Wszedłem.
– Cześć Mike.
Uścisnął mnie i zaczął mówić, jakim wspaniałym jestem nauczycielem.

Podziękowałem mu i zobaczywszy, że ma klienta, chciałem wyjść.
– Nie idź – poprosił. – Muszę z tobą porozmawiać. Chcę, abyś wiedział, że zmieniłeś życie mojej córki.

Podziękowałem mu i powiedziałem coś o tym, jak cudownym dzieckiem była w czasach przedszkolnych Angelica…
Zatrzymał mnie i popatrzył prosto w oczy: – Z mieniłeś jej życie. Naprawdę zmieniłeś. Wstydziła się mnie i była zakłopotana, mając mnie za ojca – z powodu mojego akcentu. Nie chciała, abym przychodził do przedszkola czy spotykał jej przyjaciół. Odmawiała też nauki hiszpańskiego. Wpłynęło to wielorako na jej osobowość. Czuła się gorsza od innych, ponieważ była córką człowieka takiego jak ja. Kiedy Angelica wyznała ci kiedyś, co czuje, porozmawiałeś z nią i nagle ujrzała wszystko z innej perspektywy. Jakiś przeskok w głowie. Stała się dumna ze mnie i z tego, że jestem wystarczająco inteligentny, by znać dwa języki, podczas gdy większość ludzi zna zaledwie jeden. Nagle zaczęła słuchać mnie, mówiącego po angielsku, jakby to była piękna piosenka.
Wszystko za twoją przyczyną, Daren. Zmieniłeś jej życie.
Pamiętam, co się wtedy wydarzyło.
Zaprosiłem wszystkich rodziców, żeby przyszli gościnnie i opowiedzieli o swojej pasji, zawodzie, hobby itp. Chciałem, by Angelica poprosiła swojego tatę o wizytę w klasie i podzielenie się zamiłowaniem do sztuki i tym, co robi w swojej pracy. Dziewczynka odmówiła. W końcu przyznała się, dlaczego nie chce zaprosić swojego ojca. Ludzie śmiali się z jego akcentu.

Siedzieliśmy obok siebie, rozmyślałem nad tym. Sprawa ta miała dwa aspekty: reakcje innych ludzi oraz odczucia dziewczynki. I kiedykolwiek masz ochotę powiedzieć, że są dwie strony: „z jednej strony… z drugiej strony…” – wiedz, że zawsze gdzieś istnieje ta trzecia. Tu trzecią stroną był sposób, w jaki Angelica reagowała na zachowanie innych.
Powiedziałem jej, że ma rację. Niektórzy ludzie wyśmiewają innych ludzi.
Zapytałem ją, jak inteligentni są ci, którzy się wyśmiewają?
Dziewczynka nie odpowiedziała.
– Znam sekret, którego wiele dzieci i wielu dorosłych nie zna. A nawet gdybym im powiedział, większość z nich nie byłaby w stanie go zrozumieć. Jesteś bardzo młoda, Angelico, ale myślę, że jesteś wystarczająco inteligentna, aby to pojąć (słowo inteligentna wiele znaczyło dla dziewczynki). Jej oczy zaświeciły się.
– Czy zdradzisz mi ten sekret? – zapytała.
– Tak – odparłem. – Prawda jest taka, że ludzie, którzy wyśmiewają innych ludzi, zazwyczaj nie wiedzą, co robią. Z reguły nie używają swoich mózgów (uczyliśmy się o mózgach w przedszkolu). – Nie myślą. Co więc możemy zrobić? – Zbić ich? – podsunęła Angelica.
– Albo uczyć ich – odrzekłem. – Większość ludzi uczy się jednego języka, ale twój tata zna dwa. A jego akcent brzmi pięknie, jak muzyka. Uwielbiam słuchać jego głosu i chciałbym móc nauczyć się mówić innym językiem tak dobrze jak twój tatuś.Pomyślała przez chwilę i spytała:
– Uważasz, że mój tatuś jest mądrzejszy od ciebie?
Zastanowiłem się przez chwilę, jak odpowiedzieć. Gdyby zaczęła mówić innym dzieciom, że jej tatuś jest mądrzejszy niż ich ojcowie, ponieważ mówią tylko jednym językiem, powstałby problem. Ze swojej strony uważam, że ktoś, kto mówi biegle drugim językiem, jest w pewnym sensie mądrzejszy ode mnie.
Ale w przypadku dziecka taka „chwila uczenia się”, jak ta, jest bardzo krótka i nie przetrwałaby całej głębszej dyskusji o wielu aspektach inteligencji! Byliśmy w tej chwili razem i podjąłem ryzyko.
– Tak – powiedziałem – Pomyśl o tym.
Wyraz twarzy dziewczynki zmienił się. Następnego dnia powiedziała, że jednak chce, by jej tata poprowadził lekcję.Nasza rozmowa trwała może ze dwie minuty; plus kolejne pięć, kiedy oboje rozmyślaliśmy w milczeniu. Później podzieliliśmy się naszymi myślami z klasą i wszyscy rozmawialiśmy o doświadczaniu tego, że ktoś wyśmiewał się z nich lub osoby, którą znają. Przeanalizowaliśmy możliwe rozwiązania. Rozważaliśmy różnice pomiędzy zachowaniem wynikającym z niewiedzy a zastraszaniem. Niektóre dzieci opowiadały o tych chwilach, kiedy wyśmiewały kogoś innego. Naprawdę warto posłuchać pięciolatków – mogą nam dać wiele do myślenia.
Angelica jest teraz na pierwszym roku studiów. Chce zostać nauczycielką.
Płynnie mówi po hiszpańsku.

Daren Driscolla

fragment książki „Słodki owoc gorzkiego drzewa” red. Mark Andreas, 2019
Książka do nabycia u wydawcy: www.metamorfoza.pl

Posted in Aktualności, Artykuły | Leave a comment

Druga strona to też człowiek

Nie umiemy ze sobą rozmawiać.
Nie traktujemy drugiej strony partnersko.
Odrzucamy w całości używając różnych obraźliwych i pogardliwych określeń.

W ten sposób mamy gwarancje, że się nie dogadamy. 
W ten sposób mamy „rację” i zadnej szansy na porozumienie.

Czy można inaczej?
Oto opowieść z życia:

Obrona przez rozbrojenie

Późną nocą zostałam obudzona przez mężczyznę, który kopniakiem sforsował drzwi mojej sypialni. Dom był pusty. Telefon był na dole. Podchodząc do mojego łóżka, używał nieco obelżywego języka. Nie widziałam jego oczu w ciemnościach, zauważyłam zaledwie zarys jego postaci. Kiedy tak leżałam na łóżku, w strachu, czułam się bezbronna, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam w takim stopniu.

Myśli pośpiesznie przelatywały mi przez głowę: po pierwsze, o bezużyteczności krzyku, po drugie, o błędności przekonania, że bezpieczeństwo zależy od broni ukrytej pod poduszką. Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że ten facet zechce cierpliwie poczekać, aż sięgnę pod poduszkę po schowaną tam broń.

Sądzę, że ta trzecia myśl ocaliła mi życie. Uświadomiłam sobie z niezwykłą jasnością, że albo oboje przebrniemy przez tę sytuację bezpiecznie, albo oboje będziemy poszkodowani. Nasze bezpieczeństwo było ze sobą połączone. Gdyby mnie zgwałcił, byłabym poraniona zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie, ale i on również zostałby pokrzywdzony. Gdyby poszedł do więzienia, szkoda byłaby jeszcze większa. Ta myśl mnie rozbroiła. Uwolniła mnie także od paraliżu i pragnienia, by go zaatakować. Dało mi to wolność od kontroli, jaką mój strach miał nad moimi umiejętnościami reagowania, pomimo tego, że nadal się bałam.

Zadziałałam z troski o nasze wspólne bezpieczeństwo, reagując stanowczo, ale prawie bez wrogości w głosie.

Zapytałam go, która godzina. Odpowiedział. To był dobry znak. Zauważyłam, że jego zegarek oraz zegar na moim stole wskazywały różne czasy. Na jego była 2:30, a na moim 2:45. Dopiero co ustawiałam swój. Miałam nadzieję, że jego zegarek nie był zepsuty. Kiedy ostatnio go ustawiał? On odpowiedział. Ja coś powiedziałam. Czas wydawał się nieskończony. Gdy atmosfera uspokoiła się nieco, zapytałam, jak wszedł do mojego domu. Włamał się, wybijając szybę w drzwiach od ogrodu. Powiedziałam mu, że stanowi to dla mnie problem, nie mam pieniędzy na kupno nowej szyby. Opowiedział mi o swoich trudnościach finansowych.

Rozmawialiśmy, aż w końcu przestaliśmy być sobie obcy i poczułam się na tyle bezpiecznie, aby kazać mu wyjść. Nie chciał, odparł, że nie ma dokąd iść. Wiedząc, że nie jestem wystarczająco silna fizyczne, aby go wyrzucić, powiedziałam mu zdecydowanie, ale z szacunkiem, jak równy do równego, że dam mu czystą pościel, ale ma spać na kanapie w salonie. Zszedł na dół, a ja siedziałam w łóżku, całkowicie wybudzona, trzęsąc się przez resztę nocy. Rankiem zjedliśmy razem śniadanie, a potem on poszedł.
Tej nocy wydarzyło się kilka rzeczy.

Pozwoliłam komuś, kogo się bałam, aby stał się dla mnie człowiekiem, i w rezultacie także ja wobec niego zareagowałam w zaskakująco ludzki sposób. Tego nie oczekiwał. Najwyraźniej jego scenariusz nie obejmował wizyty towarzyskiej, a odzyskanie równowagi zajęło mu przynajmniej kilka minut. Przez ten czas wibracje przemocy zanikły. Jego motywacja została naruszona i w rezultacie zmienił swoje zamiary.

Angie O’Gorman

fragment książki „Słodki owoc gorzkiego drzewa” red. Mark Andreas, 2019
Książka do nabycia u wydawcy: www.metamorfoza.pl

Posted in Aktualności, Artykuły | Tagged | Leave a comment

Decydujesz za innych?

Zdarza się nam zadziwiająco często… decydowanie za innych.
Mówimy, co ktoś ma zrobić, powienien zrobić, musi zrobic, nie może nie zrobić itd. itp… Szczególnie kiedy czyjeś zachowanie (lub jego brak) sprawia nam kłopot.Tylko że nikt nie lubi, jak mu inni mówią co ma, a czego nie ma robić. Biorą sie z tego zadry, zatargi, kłótnie. Psują się od tego relacje.

A gdyby postąpić inaczej?

Decydowanie za innych

Miałem współlokatora, wynajmującego pokój w należącym do mnie domu. Był wyluzowanym gościem, bardzo popularnym wśród znajomych. Wszyscy go lubili, nawet jego pracodawcy. Nie był najbardziej wydajnym pracownikiem, ale do każdej sytuacji wnosił swoją osobowość. Tym, czego jednak nie wnosił, była organizacja. Był tak niechlujny i niezorganizowany, że doprowadzał mnie do szału. Zawsze zostawiał po sobie w zlewie naczynia, rzekomo, aby „odmoczyły się”. Pozostawiał buty i inne części garderoby na schodach. Porzucał też śmieci wokół domu. Gdy robił sobie filiżankę herbaty, zostawiał zacieki z mleka na blacie. Golił się w łazience, ale nie spłukiwał włosów z umywalki. Rzadko kiedy spuszczał po sobie wodę w toalecie. Facet był poprostu zwierzakiem. Nie było możliwości, żebym pozwolił, aby to nadal tak trwało.Kiedy po raz pierwszy poskarżyłem się, że nie posprzątał po sobie, odpowiedział:

– Tak, tak, tak, wiem. Nie martw się tym… – ale nic nie chciał zmienić.

Czułem w tej sytuacji rosnący dyskomfort i irytację. Wkrótce zaczął robić wszystko, aby unikać mnie i mojej złości, nie zmieniając jednak swojego zachowania. Tak naprawdę, to sprawy się pogarszały. Jego zachowanie pogarszało się, w miarę jak byłem coraz bardziej rozgniewany. Teraz nie chciał nawet myśleć o rzeczach, które mnie denerwowały, więc wyrzucił je z umysłu. Szybko się przekonałem, że denerwowaniem się nic nie wskóram. Próby wywierania na niego presji, żeby zmienił swoje postępowanie, czyniły ze mnie marudzącego współlokatora i zwiększały pojawiającą się między nami wrogość.

Nasza komunikacja zanikła, co uczyniło sytuację jeszcze trudniejszą. Co więcej, teraz on zaczął wytykać moje błędy:
– Więc ty nie zrobiłeś tego i tego… Hę, zostawiłeś otwarte frontowe drzwi…

Mój współlokator zamiast powiedzieć: „W porządku, zmienię swoje zachowanie”, zrobił z tego grę w wet za wet. Prosiłem, żeby coś posprzątał, a on wskazywał moje niedociągnięcia. Sytuacja była kiepska.Wreszcie zrozumiałem, że próbowałem podejmować decyzję o tym, co on powinien zrobić, ale nie podejmowałem decyzji o tym, co ja mogę zrobić. Więc zaprzestałemdecydowania o tym, w jaki sposób mój współlokator powinien się zachowywać.Zamiast tego zacząłem podejmować decyzje dotyczące jedynie mojego zachowania, a wyglądały one następująco: jeśli znalazłam brudne naczynia pozostawione w zlewie, kładłem je w jego łóżku. Nie na łóżku, ale w łóżku, pod kołdrą. Jeśli znalazłem jego rzeczy na schodach, decydowałem, co z nimi zrobić, np. wyrzucałem je do kosza.

Pierwszego dnia po mojej zmianie podejścia mój lokator wrócił do domu i nie mógł znaleźć swoich butów.
– Widziałeś gdzieś moje buty? – zapytał.
– Tak – odpowiedziałem.
– To gdzie one są?
– W śmieciach.
– Co robią w śmieciach?
– Wyrzuciłem je.
– Dlaczego to zrobiłeś?
– Zrobiłem tak, bo leżały mi na drodze. – Byłem pewien, że nie powinienem odpowiadać: „ponieważ zostawiłeś je na schodach”. Zadbałem, żeby jego usunąć z całej sytuacji. Buty były na schodach i zawadzały mi, więc wziąłem je z mojej drogi i umieściłem akurat w koszu.
– Nie powinieneś tego robić! – wykrzyknął.
– Nie było tu miejsca na twoją decyzję – powiedziałem. – To nie ty podnosiłeś je ze schodów. To ja tam stałem, więc ja podjąłem decyzję. Jeśli chcesz decydować, gdzie mają być, to możesz je sam zabierać ze schodów. Nie mam zamiaru domyślać się, gdzie chcesz je położyć. Podejmuję jedynie decyzję za siebie.

To było sensowne.Tamtego dnia śmieciarka już odjechała, więc buty zniknęły na dobre. Współlokator był już trochę skołowany całą sytuacją, gdy nie mógł znaleźć również swojego kubka do kawy. Zauważyłem, że zaczął się wkurzać.
– Widziałeś mój kubek do kawy? – spytał podejrzliwie.
– Tak, wrzuciłem go do kosza razem z butami.
– Dlaczego to zrobiłeś?
– Był w zlewie i nie mogłem przez to umyć naczyń.
– Mogłeś położyć go z boku!
– Znowu to samo. Widzisz, nie było cię tutaj, abyś mógł podjąć decyzję. Ja byłem i podjąłem decyzję, co zrobić z kubkiem do kawy. Kiedy ty trzymasz w ręku kubek do kawy, możesz ty zdecydować, co z nim zrobisz. Jak ja go trzymam, to ja decyduję, co z nim zrobić. Postanowiłem go wyrzucić.
– Ale to nie fair.
– To prawda – zgodziłem się.
Wtedy on rzekł:
– Jak byś się zachował, gdybym zaczął wyrzucać twoje rzeczy?
– Jak zaczniesz wyrzucać moje rzeczy, będziesz bezdomny
– odpowiedziałem.
– Rozumiem, że kiedy ustanawiałem dla ciebie zasady i próbowałem podejmować za ciebie decyzje, to cię denerwowało, więc nie będę więcej tego robił. Będę jedynie decydował o tym, co ja robię.
– Ale to nie wydaje się sprawiedliwe – powiedział.
– Masz rację. To zupełnie nie fair. Ale jeśli zamierzasz zostawiać wokół mnie rzeczy, abym mógł decydować, co z nimi zrobić, nie możesz ty decydować, jaką decyzję ja mam podjąć. Ty decydujesz o sobie, a ja o sobie.

Po tym wszystko się zmieniło. Całkowicie zmienił swoje zachowanie. To naprawdę zadziałało i nadal jesteśmy przyjaciółmi, znacznie lepszymi dzięki tej sytuacji. I co ciekawe, zmiana dotyczyła nie tylko jego sprzątania po sobie, ale była znacznie szersza.Zamiast odpuścić sobie całą uważność w postawie „nic się w sumie nie liczy”,zaczął podejmować więcej decyzji w życiu. Było niesamowite, że prosta zmianaperspektywy po mojej stronie była w stanie uczynić coś takiego.

Andrew T. Austin

#slodkiowocgorzkiegodrzewa
Opowieść pochodzi z książki „Słodki owoc gorzkiego drzewa” pod redakcją Marka Andreasa (www.metamorfoza.pl)

Posted in Aktualności, Artykuły | Tagged , , | Leave a comment

Czyją własnością jest twoja twarz?

Przejmujące wystąpienie TEDx.

Czyja jest Twoja twarz?
Osobista historia kogoś, kto swoją twarz odzyskał. Przejmująca!

Posted in Aktualności, Artykuły | Leave a comment

Wywiad Patrycji Dańków

Posted in Aktualności, Artykuły | Tagged , , , , | Leave a comment

Dostrzegać się wzajemnie

(fragment książki „Słodki owoc gorzkiego drzewa” red. Mark Andreas)

Kilka lat temu zadzwoniła do mnie kobieta i zapytała, czy prowadzę terapię dla par. Odpowiedziałem, że tak. Następnie spytała, czy możemy popracować przez telefon. Odrzekłem, że tak.

– Dobrze – powiedziała. – Czy popracujesz z parą przez telefon, jeśli tylko jedna połowa pary jest skłonna do pracy?

– Zakładam, że to ty jesteś tą chętną do pracy połową?

– Tak.

– Zależy od tego, jak bardzo jesteś skłonna faktycznie wykonać swoją część pracy.

W czasie naszej pierwszej sesji dowiedziałem się, że moja klientka mieszka w jednym domu z mężem. W zasadzie tylko na tym polegał ich związek. W rzeczywistości podzielili dom między siebie. Gdy mąż wracał do domu, udawał się prosto do swojej części i tam się zamykał. Nie rozmawiali ze sobą od czterech lat, z wyjątkiem ustalenia, kto odbierze dzieci lub zrobi zakupy. Cała komunikacja między nimi była ściśle ograniczona do logistyki wychowywania dzieci. Opisała go jako „największego dupka wszechczasów” i wyznała, że dobro dzieci to jedyny powód, dla którego nadal są razem. Zacząłem się zastanawiać, co dzieci sądzą o tym układzie.

Zapytałem, czy kiedykolwiek, żyjąc razem, byli w dobrych relacjach.

– O tak, byliśmy kiedyś bardzo zakochani, ale to było dawno temu – odpowiedziała.

– Cóż – ciągnąłem dalej – co by się stało, gdybyś zaczęła na niego patrzeć i ponownie traktować go tak, jak wtedy, gdy byliście zakochani?

– Nie mogę tego zrobić, bo on nie jest tą samą osobą. Nie dba już o mnie. Robi te wszystkie okropne rzeczy: jest niegrzeczny, krytykuje mnie, sądzi, że zawsze ma rację, i wcale nie słucha tego, co mówię. Nie wypełnia też swych zobowiązań wobec dzieci.

Miała mnóstwo dowodów potwierdzających, że ten facet jest prawdziwym sukinkotem i całkowicie różni się od człowieka, którym był kiedyś.

Poprosiłem ją, by spróbowała wejść na chwilę w jego buty.

– Czy robisz cokolwiek, co może wzmacniać jego zachowanie? – zapytałem. – Czy traktujesz go w taki sposób, że widzi w tobie kogoś innego niż osobę, którą niegdyś kochał?

– Wiesz… tak. Myślę, że tak.

To pomogło jej dostrzec, że po części przyczyniła się do powstania tak negatywnej relacji. Powiedziałem jej, że dobrze, że to zauważa. Dzięki temu może decydować o tym, jaki udział będzie miała w swoim związku. Następnie chciałem dowiedzieć się, jakie umiejętności osobiste rozwinęła, które mogą być jej przydatne w postrzeganiu jej męża w bardziej przyjazny sposób.

Najpierw usłyszałem, że zbiera duże fundusze jako kwestarz. Pozyskała już mnóstwo pieniędzy. Zapytałem ją, czy zbierając te fundusze kiedykolwiek natknęła się na ludzi, którzy byli dla niej nieprzyjemni.

Roześmiała się i odrzekła: – Cały czas.

– Myślę, że traktujesz ich tak samo, jak swojego męża – stwierdziłem.

– Nie! – krzyknęła. – Nigdy nie dostałabym od nich żadnych pieniędzy.

– W jaki sposób ich traktujesz?

– Patrzę na nich jak na porządnych ludzi. Myślę sobie: „Jak sama chciałabym być traktowana?”.

– A co by się stało, gdybyś w taki właśnie sposób potraktowała swojego męża? – zapytałem.

– Nigdy o tym nie pomyślałam – odpowiedziała po chwili.

Dalej wypytywałem ją o umiejętności, jakie wypracowała w innych dziedzinach swojego życia.

– Co z twoimi dziećmi? Kiedy zrobią coś, co ci się nie podoba, czy traktujesz je tak, jak traktujesz swojego męża?

– Nie. To znaczy… wiesz… one są dla mnie najważniejsze.

– A co by było, gdybyś traktowała swojego męża w ten sam sposób, nawet wtedy, gdy robi rzeczy, które ci się nie podobają?

Zarówno w przypadku swoich dzieci, jak i ludzi, od których pozyskiwała fundusze, tym, co pozwalało jej działać, była bardzo jasna, długoterminowa wizja przyszłego rezultatu. Jeśli prosiła kogoś o sto tysięcy dolarów, to dobre relacje z tą osobą były niezbędnym elementem sukcesu oraz potencjalnej możliwości pozyskiwania dalszych funduszy w przyszłości. A w przypadku dzieci, miała mocną wizję wspierania ich rozwoju i nauki, aż w pełni wejdą w dorosłość. Była troskliwa w obu tych aspektach.

– Jaki jest twój cel w związku z mężem? – zapytałem.

– Ukarać go – odparła szybko.

 Zauważyłem, jak jej głos nieco zmiękł w momencie, gdy uświadomiła sobie, co właśnie powiedziała.

– To trochę odmienne podejście, nieprawdaż? Co by się stało, gdybyś patrzyła na niego w ten sam sposób, w jaki patrzysz na swoje dzieci i ludzi, od których zbierasz fundusze? Możesz czuć chęć ukarania go teraz, ale jakiego rezultatu będziesz pragnąć za rok od dziś?

To ją przeorientowało.

Dwa tygodnie później, na naszej drugiej sesji, zapytała:

– Co się stanie, jeśli ja będę patrzyła na niego w ten „nowy” sposób a on ciągle będzie reagował tak okropnie? Powiedział, że w środę zrobi zakupy, ale oczywiście nie zrobił!

Skonfrontowałem ją z jej własnymi, wypracowanymi już umiejętnościami:

– Gdyby twoje dzieci powiedziały, że wyniosą tego dnia śmieci, a nie zrobiłyby tego, czy widziałabyś w nich okropnych ludzi?

– Nie.

– Dlaczego widzisz w swoim mężu okropną osobę? To prawda, nie dotrzymał słowa i jest to ewidentne, ale czy to naprawdę wystarcza, aby uznać go za złą osobę

Reszta sesji to po prostu coaching. Rozważała różne opcje tego, co mogłaby zrobić lub powiedzieć w reakcji na jego słowa czy działania, dochodząc do bardziej obiektywnego spojrzenia oraz testując możliwe przyszłe scenariusze, jakie mogłaby wypróbowywać, używając nowych metod interakcji z mężem. Jednocześnie wciąż przywoływałem do jej świadomości obraz męża, kiedy zakochała się w nim, i wzmacniałem to wspomnienie.

– Jak by to było znowu komunikować się z nim w ten sposób? – zapytałem. – Jak byś patrzyła? Jakiego tonu głosu byś użyła? Przypomnij sobie, jak oceniałaś jego durnowate zachowania, kiedy jeszcze byłaś w nim zakochana?

– Było to w pewien sposób rozkoszne.

– Co by się stało, gdybyś na jego potknięcia popatrzyła ponownie jak na coś rozbrajającego?

Cała sprawa była dość prosta. Sposób, w jaki na niego patrzyła, bezpośrednio przekładał się na to, jak go traktowała. Po kolejnych dwóch tygodniach zadzwoniła i powiedziała:

– Nie potrzebuję trzeciej sesji. Nie potrzebuję już twojej pomocy.

– W porządku. Możesz mi powiedzieć, dlaczego?

– Naturalnie, jesteśmy zakochani jak nastolatki. Jest tak dobrze! Wygląda to nawet lepiej niż u zakochanych nastolatków, ponieważ jesteśmy dorośli i możemy bardziej świadomie wiele wnieść do naszego związku. On jest naprawdę dobrym facetem. Po prostu nie umieliśmy się porozumieć. Myślałam, że nie dba o mnie, a on myślał, że to ja nie dbam o niego! Oboje byliśmy w błędzie.

To doświadczenie nauczyło mnie, jak prosta zmiana perspektywy może drastycznie zmienić każdą relację. Rok później sprawdziłem, jak się mają. Byli nadal bardzo zakochani.

Mark Hochwender

fragment książki „Słodki owoc gorzkiego drzewa” red. Mark Andreas, 2019
Książka do nabycia u wydawcy: www.metamorfoza.pl

Posted in Aktualności, Artykuły | Tagged , , | Leave a comment

Świrnięci gliniarze

(Fragmenty dwóch opowieści z książki „Słodki owoc gorzkiego drzewa” pod redakcją Marka Andreasa.)

Richard Bolstad, Trener NLP
Richard Bolstad

Mój kumpel i ja byliśmy na nocnej zmianie, gdy dyspozytor policyjny kazał nam pojechać na wezwanie do przemocy domowej. Weszliśmy i zobaczyliśmy faceta, który właśnie zdemolował mieszkanie. Kiedy weszliśmy, stał w bojowej pozie. Jest oczywistym absurdem, żeby nieuzbrojony facet naprawdę chciał zaatakować dwóch uzbrojonych w pałki, gaz i broń policjantów, ale on wyglądał, jakby był gotów to zrobić. Spojrzałem na mojego partnera, a on skinął głową, więc natychmiast zaczęliśmy ustawiać i przesuwać meble oraz robić rozgrzewkę i rozciągać nasze mięśnie, jakbyśmy przygotowywali się do zawodów sportowych. Mężczyzna popatrzył na nas i powiedział:

– Co, do kurwy nędzy, robicie?!

– Hej, spójrz – odpowiedziałem. – Zdemolowałeś właśnie to mieszkanie. Walczyłeś przez ostatnie dziesięć minut, kiedy my siedzieliśmy w samochodzie.

– Nie rozgrzaliśmy się wystarczająco – dodał mój partner. – Daj nam kilka minut, żebyśmy się przygotowali jak ty, to będzie sprawiedliwie.

ilustr. unsplash.com

Człowiek popatrzył na nas, jakbyśmy byli szaleńcami, ale tak naprawdę nasze działania tylko wydobyły na światło dzienne całą absurdalność pierwotnej sytuacji. Jego wściekłość zniknęła, nie było już mowy o walce z nami.

Jest to ten rodzaj niesamowitej magii, którego wreszcie zacząłem często doświadczać podczas mojej kariery policjanta. (…)

Pewnego dnia poszedłem na konwent w San Francisco i miałem ogromne szczęście uczestniczyć w seminarium Donalda E. Dosseya na temat kluczowych czynników sukcesu. Na seminarium tym poznałem podstawy pewnej formy komunikacji i rozwoju osobistego o nazwie „Neuro-Lingwistyczne Programowanie” (NLP). W wyniku tego wróciłem do mojej pracy w policji z nową elastycznością, która zmieniła moje życie.

To, czego chciałem w pracy, to umiejętności kameleona, aby dostosować się do tego, co trzeba zrobić, bez utraty siebie w całym tym procesie. Tradycyjny trening policyjny jest bardzo uproszczony i reaktywny (…)

Kontynuowałem naukę u dr. Dosseya i kupowałem każdą książkę o NLP, jaką mogłem znaleźć. W końcu powiedziałem mojej żonie:

– Zamierzam chodzić do pracy jako badacz.

– Co masz na myśli? – zapytała.

– Otóż mam zamiar spróbować tych rzeczy.

Miałem nawet spotkanie z szefem policji – był przekonany do tego, jeszcze zanim czegokolwiek spróbowałem.

– Jejku – powiedział – musisz iść do akademii policyjnej i uczyć tego.

– Nie – odparłem. – Muszę udowodnić, że to działa na ulicy. Nie mam podstaw, by twierdzić, że to działa, jeżeli najpierw tego nie zastosuję.

Przeniosłem się do samego centrum miasta na stałe na nocne zmiany, nosząc mały dyktafon, ponieważ chciałem zobaczyć, czy moje nowe umiejętności naprawdę działają. Moim błogosławieństwem był mój partner o nazwisku Mike Broering. Wołałem na niego Barney, bo wyglądał jak Barney z Flinstonów. (…)

Wszyscy pracujący w terenie wiedzą, że najbardziej niebezpieczną częścią pracy policyjnej są spory rodzinne. Z grubsza biorąc około jednej trzeciej zabójstw policjantów i napaści na nich w tym kraju następuje wskutek sporów domowych. Gliniarz przychodzi aresztować napastnika i nagle małżonka, widząc to, atakuje policjanta patelnią. Nie da się tu przewidzieć, kto może być zagrożeniem, a ludzie zdecydowanie są skłonni stawać do walki w obronie swoich domostw przed intruzami.

Wiele wezwań na nocnej zmianie dotyczy przemocy domowej. Policjanci nienawidzą tak niebezpiecznych interwencji przy przemocy domowej, ale dla celów badawczych mój partner i ja poprosiliśmy innych gliniarzy:

– Czy pozwolisz nam przejąć wezwania do przemocy domowej, żebyśmy mogli poeksperymentować z rozładowywaniem pełnych wrogości sytuacji? Oczywiście nie było żadnych obiekcji. (…)

Typowym pytaniem, jakie nauczono nas zadawać po wejściu do domu, było:
– W czym jest problem? – Więc jeśli wejdziesz, łomocząc wpierw jak przy typowym nalocie, i zadasz pytanie: „W czym jest problem?”, to oni wtedy szybciutko zorganizują ci problem, a nawet kilka. Mogą opowiedzieć ci swoje problemy sprzed dwudziestu lat.
Zamiast tego pytaliśmy ich teraz:

– Co zdecydowaliście się zrobić pomiędzy telefonem do nas a naszym przybyciem? – aby przełączyć ich w tryb rozwiązania. Innymi razy prosiliśmy ludzi, żeby wyszli do nas na korytarz – by nie czuli potrzeby obrony swojego terenu. Celowo, wchodząc mieliśmy czapki na głowach, więc po przekroczeniu progu domu lub mieszkania mogliśmy je zdjąć jako wyraz szacunku.

Mój partner i ja staliśmy się znani naszym kolegom jako świrnięci gliniarze, ponieważ nikt nie wiedział, jaką szaloną rzecz zrobimy w następnej kolejności. Byli również zdumieni naszym sukcesem w kontrolowaniu bez użycia przemocy sytuacji pełnych napięcia. Codziennie eksperymentowaliśmy ze sposobami wprawiania naszych obiektów w zmieszanie, aby przerwać ich niebezpieczne wzorce psychiczne i dać przestrzeń na coś bardziej pozytywnego.

Dla przykładu, czasami przychodziliśmy do potencjalnie niebezpiecznych sporów domowych w mundurach celowo źle zapiętych lub z czapkami wsuniętymi głęboko na głowę tak, że odstawały nam uszy. Innymi razy mówiliśmy „nie”, kiwając  głowami w dół i w górę. O ile walczący nie byli zbytnio odurzeni lub nie odpłynęli za bardzo, żeby zauważyć nasze dziwne zachowania, zatrzymywali się przynajmniej na chwilę. Nie mogli nie zareagować na to, co widzieli. Potem było im trudno kontynuować walkę od miejsca, w którym wcześniej przerwali. (…)

Taką elastyczność, wiedzę i umiejętnosci daje NLP – kurs Praktyk NeuroLingwistycznego Programowania. W listopadzie zaczynamy pierwszy taki kurs prowadzony przez Richarda Bolstada, wspaniałego trenera z Nowej Zelandii i twórcę Komunikacji Transformującej™ – sposobu na tworzenie i utrzymanie dobrych relacji, współpracę, dbanie o siebie w mądry sposób i rozwiązywanie konfliktów.

Informacje o kursie Praktyk NLP z Richardem Bolstadem znajdziesz tutaj.
W razie pytań – dzwoń: 502 314 078

Posted in Artykuły, Wydarzenia | Leave a comment