Decydujesz za innych?

Zdarza się nam zadziwiająco często… decydowanie za innych.
Mówimy, co ktoś ma zrobić, powienien zrobić, musi zrobic, nie może nie zrobić itd. itp… Szczególnie kiedy czyjeś zachowanie (lub jego brak) sprawia nam kłopot.Tylko że nikt nie lubi, jak mu inni mówią co ma, a czego nie ma robić. Biorą sie z tego zadry, zatargi, kłótnie. Psują się od tego relacje.

A gdyby postąpić inaczej?

Decydowanie za innych

Miałem współlokatora, wynajmującego pokój w należącym do mnie domu. Był wyluzowanym gościem, bardzo popularnym wśród znajomych. Wszyscy go lubili, nawet jego pracodawcy. Nie był najbardziej wydajnym pracownikiem, ale do każdej sytuacji wnosił swoją osobowość. Tym, czego jednak nie wnosił, była organizacja. Był tak niechlujny i niezorganizowany, że doprowadzał mnie do szału. Zawsze zostawiał po sobie w zlewie naczynia, rzekomo, aby „odmoczyły się”. Pozostawiał buty i inne części garderoby na schodach. Porzucał też śmieci wokół domu. Gdy robił sobie filiżankę herbaty, zostawiał zacieki z mleka na blacie. Golił się w łazience, ale nie spłukiwał włosów z umywalki. Rzadko kiedy spuszczał po sobie wodę w toalecie. Facet był poprostu zwierzakiem. Nie było możliwości, żebym pozwolił, aby to nadal tak trwało.Kiedy po raz pierwszy poskarżyłem się, że nie posprzątał po sobie, odpowiedział:

– Tak, tak, tak, wiem. Nie martw się tym… – ale nic nie chciał zmienić.

Czułem w tej sytuacji rosnący dyskomfort i irytację. Wkrótce zaczął robić wszystko, aby unikać mnie i mojej złości, nie zmieniając jednak swojego zachowania. Tak naprawdę, to sprawy się pogarszały. Jego zachowanie pogarszało się, w miarę jak byłem coraz bardziej rozgniewany. Teraz nie chciał nawet myśleć o rzeczach, które mnie denerwowały, więc wyrzucił je z umysłu. Szybko się przekonałem, że denerwowaniem się nic nie wskóram. Próby wywierania na niego presji, żeby zmienił swoje postępowanie, czyniły ze mnie marudzącego współlokatora i zwiększały pojawiającą się między nami wrogość.

Nasza komunikacja zanikła, co uczyniło sytuację jeszcze trudniejszą. Co więcej, teraz on zaczął wytykać moje błędy:
– Więc ty nie zrobiłeś tego i tego… Hę, zostawiłeś otwarte frontowe drzwi…

Mój współlokator zamiast powiedzieć: „W porządku, zmienię swoje zachowanie”, zrobił z tego grę w wet za wet. Prosiłem, żeby coś posprzątał, a on wskazywał moje niedociągnięcia. Sytuacja była kiepska.Wreszcie zrozumiałem, że próbowałem podejmować decyzję o tym, co on powinien zrobić, ale nie podejmowałem decyzji o tym, co ja mogę zrobić. Więc zaprzestałemdecydowania o tym, w jaki sposób mój współlokator powinien się zachowywać.Zamiast tego zacząłem podejmować decyzje dotyczące jedynie mojego zachowania, a wyglądały one następująco: jeśli znalazłam brudne naczynia pozostawione w zlewie, kładłem je w jego łóżku. Nie na łóżku, ale w łóżku, pod kołdrą. Jeśli znalazłem jego rzeczy na schodach, decydowałem, co z nimi zrobić, np. wyrzucałem je do kosza.

Pierwszego dnia po mojej zmianie podejścia mój lokator wrócił do domu i nie mógł znaleźć swoich butów.
– Widziałeś gdzieś moje buty? – zapytał.
– Tak – odpowiedziałem.
– To gdzie one są?
– W śmieciach.
– Co robią w śmieciach?
– Wyrzuciłem je.
– Dlaczego to zrobiłeś?
– Zrobiłem tak, bo leżały mi na drodze. – Byłem pewien, że nie powinienem odpowiadać: „ponieważ zostawiłeś je na schodach”. Zadbałem, żeby jego usunąć z całej sytuacji. Buty były na schodach i zawadzały mi, więc wziąłem je z mojej drogi i umieściłem akurat w koszu.
– Nie powinieneś tego robić! – wykrzyknął.
– Nie było tu miejsca na twoją decyzję – powiedziałem. – To nie ty podnosiłeś je ze schodów. To ja tam stałem, więc ja podjąłem decyzję. Jeśli chcesz decydować, gdzie mają być, to możesz je sam zabierać ze schodów. Nie mam zamiaru domyślać się, gdzie chcesz je położyć. Podejmuję jedynie decyzję za siebie.

To było sensowne.Tamtego dnia śmieciarka już odjechała, więc buty zniknęły na dobre. Współlokator był już trochę skołowany całą sytuacją, gdy nie mógł znaleźć również swojego kubka do kawy. Zauważyłem, że zaczął się wkurzać.
– Widziałeś mój kubek do kawy? – spytał podejrzliwie.
– Tak, wrzuciłem go do kosza razem z butami.
– Dlaczego to zrobiłeś?
– Był w zlewie i nie mogłem przez to umyć naczyń.
– Mogłeś położyć go z boku!
– Znowu to samo. Widzisz, nie było cię tutaj, abyś mógł podjąć decyzję. Ja byłem i podjąłem decyzję, co zrobić z kubkiem do kawy. Kiedy ty trzymasz w ręku kubek do kawy, możesz ty zdecydować, co z nim zrobisz. Jak ja go trzymam, to ja decyduję, co z nim zrobić. Postanowiłem go wyrzucić.
– Ale to nie fair.
– To prawda – zgodziłem się.
Wtedy on rzekł:
– Jak byś się zachował, gdybym zaczął wyrzucać twoje rzeczy?
– Jak zaczniesz wyrzucać moje rzeczy, będziesz bezdomny
– odpowiedziałem.
– Rozumiem, że kiedy ustanawiałem dla ciebie zasady i próbowałem podejmować za ciebie decyzje, to cię denerwowało, więc nie będę więcej tego robił. Będę jedynie decydował o tym, co ja robię.
– Ale to nie wydaje się sprawiedliwe – powiedział.
– Masz rację. To zupełnie nie fair. Ale jeśli zamierzasz zostawiać wokół mnie rzeczy, abym mógł decydować, co z nimi zrobić, nie możesz ty decydować, jaką decyzję ja mam podjąć. Ty decydujesz o sobie, a ja o sobie.

Po tym wszystko się zmieniło. Całkowicie zmienił swoje zachowanie. To naprawdę zadziałało i nadal jesteśmy przyjaciółmi, znacznie lepszymi dzięki tej sytuacji. I co ciekawe, zmiana dotyczyła nie tylko jego sprzątania po sobie, ale była znacznie szersza.Zamiast odpuścić sobie całą uważność w postawie „nic się w sumie nie liczy”,zaczął podejmować więcej decyzji w życiu. Było niesamowite, że prosta zmianaperspektywy po mojej stronie była w stanie uczynić coś takiego.

Andrew T. Austin

#slodkiowocgorzkiegodrzewa
Opowieść pochodzi z książki „Słodki owoc gorzkiego drzewa” pod redakcją Marka Andreasa (www.metamorfoza.pl)

This entry was posted in Aktualności, Artykuły and tagged , , . Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *