Druga strona to też człowiek

Nie umiemy ze sobą rozmawiać.
Nie traktujemy drugiej strony partnersko.
Odrzucamy w całości używając różnych obraźliwych i pogardliwych określeń.

W ten sposób mamy gwarancje, że się nie dogadamy. 
W ten sposób mamy „rację” i zadnej szansy na porozumienie.

Czy można inaczej?
Oto opowieść z życia:

Obrona przez rozbrojenie

Późną nocą zostałam obudzona przez mężczyznę, który kopniakiem sforsował drzwi mojej sypialni. Dom był pusty. Telefon był na dole. Podchodząc do mojego łóżka, używał nieco obelżywego języka. Nie widziałam jego oczu w ciemnościach, zauważyłam zaledwie zarys jego postaci. Kiedy tak leżałam na łóżku, w strachu, czułam się bezbronna, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam w takim stopniu.

Myśli pośpiesznie przelatywały mi przez głowę: po pierwsze, o bezużyteczności krzyku, po drugie, o błędności przekonania, że bezpieczeństwo zależy od broni ukrytej pod poduszką. Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że ten facet zechce cierpliwie poczekać, aż sięgnę pod poduszkę po schowaną tam broń.

Sądzę, że ta trzecia myśl ocaliła mi życie. Uświadomiłam sobie z niezwykłą jasnością, że albo oboje przebrniemy przez tę sytuację bezpiecznie, albo oboje będziemy poszkodowani. Nasze bezpieczeństwo było ze sobą połączone. Gdyby mnie zgwałcił, byłabym poraniona zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie, ale i on również zostałby pokrzywdzony. Gdyby poszedł do więzienia, szkoda byłaby jeszcze większa. Ta myśl mnie rozbroiła. Uwolniła mnie także od paraliżu i pragnienia, by go zaatakować. Dało mi to wolność od kontroli, jaką mój strach miał nad moimi umiejętnościami reagowania, pomimo tego, że nadal się bałam.

Zadziałałam z troski o nasze wspólne bezpieczeństwo, reagując stanowczo, ale prawie bez wrogości w głosie.

Zapytałam go, która godzina. Odpowiedział. To był dobry znak. Zauważyłam, że jego zegarek oraz zegar na moim stole wskazywały różne czasy. Na jego była 2:30, a na moim 2:45. Dopiero co ustawiałam swój. Miałam nadzieję, że jego zegarek nie był zepsuty. Kiedy ostatnio go ustawiał? On odpowiedział. Ja coś powiedziałam. Czas wydawał się nieskończony. Gdy atmosfera uspokoiła się nieco, zapytałam, jak wszedł do mojego domu. Włamał się, wybijając szybę w drzwiach od ogrodu. Powiedziałam mu, że stanowi to dla mnie problem, nie mam pieniędzy na kupno nowej szyby. Opowiedział mi o swoich trudnościach finansowych.

Rozmawialiśmy, aż w końcu przestaliśmy być sobie obcy i poczułam się na tyle bezpiecznie, aby kazać mu wyjść. Nie chciał, odparł, że nie ma dokąd iść. Wiedząc, że nie jestem wystarczająco silna fizyczne, aby go wyrzucić, powiedziałam mu zdecydowanie, ale z szacunkiem, jak równy do równego, że dam mu czystą pościel, ale ma spać na kanapie w salonie. Zszedł na dół, a ja siedziałam w łóżku, całkowicie wybudzona, trzęsąc się przez resztę nocy. Rankiem zjedliśmy razem śniadanie, a potem on poszedł.
Tej nocy wydarzyło się kilka rzeczy.

Pozwoliłam komuś, kogo się bałam, aby stał się dla mnie człowiekiem, i w rezultacie także ja wobec niego zareagowałam w zaskakująco ludzki sposób. Tego nie oczekiwał. Najwyraźniej jego scenariusz nie obejmował wizyty towarzyskiej, a odzyskanie równowagi zajęło mu przynajmniej kilka minut. Przez ten czas wibracje przemocy zanikły. Jego motywacja została naruszona i w rezultacie zmienił swoje zamiary.

Angie O’Gorman

fragment książki „Słodki owoc gorzkiego drzewa” red. Mark Andreas, 2019
Książka do nabycia u wydawcy: www.metamorfoza.pl

This entry was posted in Aktualności, Artykuły and tagged . Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *