Motywacja na wspak

Wszelkie możliwe dane zmienione, oczywiście.
Klient/ka – będę dalej pisał: Klient. Sesja w zeszłym tygodniu.

Klient jest freelancerem-świetnym fachowcem ze swojej branży.Zarabia dużo i zdecydowanie lubi tę pracę. 
Klientowi kończy się bardzo dobry kontrakt i potrzebuje zorganizować sobie dalszą pracę czyli kolejny/e kontrakt/y. Jednak tego nie robi. Rozpoznaje to jako brak motywacji i taką zamawia sesję dla zwiększenia motywacji.
Zaczynam od kontraktu na „dziwną” sesję, bo ja też widzę niedostateczną motywację, i zaczynam „namawiać” Klienta na rentę lub wcześniejszą emeryturę. Odmawia (super!). „Namawiam” dalej na różne rzeczy, z których klażdą odrzuca (super) z rosnącą niecierpliwością. Gdy zniecierpliwienia ma już dosyć, kończę część prowokatywną, mam klienta w trybie CHCĘ z wysoką energią i pracuję „klasycznie” czyli zadaję odpowiednie pytania, odzwierciedlam, zbieram, i tak mniej więcej do końca sesji.
Klient na koniec zadowolony, sam podejmował wszystkie decyzje (przez pierwszy kwadrans „wbrew” coachowi (wtedy prowokatywnemu), ma realny plan, ułożony w czasie, patrzy długoterminowo i krótkoterminowo, wie, co potrzebuje zrobić, i co najważniejsze: CHCE a nie tylko mówi, że chce.

[przeczytałem właśnie komentarz do tej sesji: to mentoring a bardziej sprzedaż
Nie był to na pewno mentoring, bo żadna z moich propozycji nie była sensowna (z definicji), a klient sam kreował swoje pomysły i sposoby ich realizacji i czuje się właścicielem swojego planu.
Nie była to też sprzedaż. Mój interes polegał wyłącznie na zapłacie za sesję i starannie nie miałem niczego, co mu mogłem zaproponować do kupienia ani „kupienia” (jak np. „kupuje się” ideę).]

W części prowokatywnej nie zadawałem pytań tylko wyrażałem zdecydowane osądy i twierdzenia. Klient znajdował na to własne odpowiedzi. To jedyna różnica w dogmatach. 
Żeby to umieć robić, oczywiście trzeba to dobrze przećwiczyć i mieć dobry wzór. Ja miałem Franka Farrelly’ego, z którym spędziłem łącznie ponad 40 dni. Nie same warsztaty (osiem), ale także masę czasu prywatnie. Jestem mu za to ogromnie wdzięczny.

Więc zamiast „Coach zna pytania, to Klient zna odpowiedzi” mam inny dogmat: „to Klient zna odpowiedzi, a coach robi, co potrzeba, by klient je znalazł”. W ten sposób czasem są to pytania otwarte, pogłębiające, zorientowane na rozwiązanie czy co tam w arsenale coacha masz, a czasem jest to przekomarzanie się z klientem, aż do robienia z siebie błazna, gdy uznam, że jest to z korzyścią dla Klienta.
Wszystkie pozostałe dogmaty coachingowe nadal obowiązują bez zmian.

Dziękuję Klientce/Klientowi za zgodę na publikację opisu sesji.

This entry was posted in Aktualności, Artykuły and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *